Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji niektórych usług oraz zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Zaakceptuj pliki cookies na tej stronie
Bezpłatny Miesięcznik Nasze Miasto - Nasza Gmina - Nasz Powiat - Czerwionka-Leszczyny
Kontrast: Kontrast domyślny Kontrast czarno-biały Kontrast żółto-czarny Kontrast czarno-żółty
Czcionka:   Czcionka domyślna Czcionka średnia Czcionka duża
Nasze Miasto » Strona główna » Artykuły » Henryk Śliwa odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności

Henryk Śliwa odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności

Tagi: Listopad 2012, Czerwionka,
Dodano: 7 listopada 2012

Henryk Śliwa – były Dyrektor Kopalni „Dębieńsko”, działacz Solidarności, odznaczony elitarnym Krzyżem Wolności i Solidarności jako jeden z nielicznych, którzy walczyli z komunizmem.

Krzyż Wolności i Solidarności otrzymują osoby za działalność na rzecz niepodległości i suwerenności Polski oraz respektowania praw człowieka w PRL-u, w okresie od 1956 r. do pierwszych demokratycznych wyborów 4 czerwca 1989r. Wniosek o odznaczenie zasłużonych składa prezes IPN-u, a decyzja o jego przyznaniu należy do Prezydenta Rzeczpospolitej Polski. Do tej pory otrzymało go tylko 535 osób.

Krzyż Wolności i Solidarności jest pewnego rodzaju wyrazem uznania, czy podziękowania za działalność na terenie naszej gminy dla mnie osobiście, ale również dla osób, które działały na rzecz niepodległości oraz suwerenności Polski w Czerwionce-Leszczynach i środowisku górniczym. – mówi Henryk ŚliwaOsoby te, dały nazwisko, ryzyko utraty pracy, swój honor i odwagę, żeby odbudować Solidarność w stanie wojennym. Była to odważna działalność, którą bardzo sobie cenię.

Krzyż został wręczony 1 października br. przez wojewodę śląskiego w imieniu Prezydenta w Sali Marmurowej Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach. Henryk Śliwa otrzymał wyróżnienie za działalność mającą na celu m.in. odbudowę Solidarności.

Byłem internowany przez pełen rok od momentu ogłoszenia stanu wojennego, czyli 13 grudnia 1981r. do 12 grudnia 1982r. W tym czasie przebywałem w pięciu więzieniach. Nasza działalność była obserwowana przez służby bezpieczeństwa i za próby wywołania strajku aż 12 osób zostało uwięzionych. Esbecja żądała od nas podpisania aktu lojalności. Przewozili nas do różnych więzień, m.in. do Bieszczad, żebyśmy byli jak najdalej od rodzin.

Widzenia odbywały się raz w miesiącu. Jednak wtedy wizyty były utrudnione, stan wojenny spowodował, że chcąc wyjechać do innego województwa potrzebna była zgoda władz. Internowanie aż 12 osób świadczyło o tym, że działalność na kopalni „Dębieńsko” była skuteczna.

Nigdy nie przeszło mi przez myśl podpisanie aktu lojalności. Byłem jako pierwszy internowany do więzienia w Jastrzębiu Szerokiej. Żona nie wiedziała dokąd zostałem przewieziony. Działo się to w nocy z 12/13 grudnia. Miałem wtedy dwoje małych dzieci. Na szczęście z więzienia udało się przesłać gryps przez zaufanego strażnika. Żona dowiedziała się gdzie przebywam dopiero po okresie świąt Bożego Narodzenia. Przyjechała odwiedzić mnie z dziećmi. Wtedy pod bramą więzienia esbecja postawiła warunek – zobaczę się z rodziną jeśli podpiszę akt lojalności. Odmówiłem i w związku z tym spotkanie nie doszło do skutku. Później zostałem przewieziony do więzienia w Strzelcach Opolskich z kilkoma internowanymi, którzy tak jak ja nie podpisali aktu. Tam już mogłem zobaczyć się z żoną. Gdy znowu nie przystaliśmy na namowy esbecji, wywieźli nas do Bieszczad. – wspomina Henryk Śliwa.

Był to straszny okres – mówi Krystyna Śliwa, żona Henryka. – Zostałam sama w domu z dziećmi, chciałabym wymazać to z pamięci. Przez rok jeździłam od więzienia, do więzienia. Nie zawsze udało się zobaczyć męża. Były to okropne przeżycia.

Mimo trudnej sytuacji państwo Śliwa, mogli liczyć na wsparcie wielu osób.

Rodzinę wspomagała przez środowisko nauczycielskie Eugenia Wiatrak. W Rybniku powstał Komitet Wsparcia Internowanych, prowadzony przez Krystynę Nowacką przy Kościele św. Antoniego. Tam żona otrzymywała pomoc materialną. – mówi Henryk Śliwa.

Kiedy została sporządzona lista Wildsteina, na której zostały pomieszane nazwiska osób inwigilowanych i donosicieli, Henryk Śliwa wystąpił do IPN-u o udostępnienie dokumentów. Wtedy ukazała się prawda, kto zdradził.

Niestety niektórzy podpisali akty lojalności, a część zdradziło decydując się na współpracę z esbecją i donosząc na kolegów. – mówi Henryk ŚliwaZ środowiska solidarnościowego z naszej kopalni dwie osoby podpisały dokumenty o współpracy z SB. Jeden z nich dał się za pieniądze internować na 3 miesiące, by inwigilować kolegów i nadawać na nich. Świadczą o tym dokumenty z IPN-u. W związku z tym, że byłem osobą pokrzywdzoną w sensie prawnym, mogłem je zobaczyć. Niektóre osoby, które podpisały akt lojalności przeprosiły mnie, nawet z płaczem, ale nie wszyscy. Nie mam żalu do nich. Nie wszyscy, którzy podpisali akt, byli zdrajcami. Część z nich chciała szybko dostać się do rodziny. Zdrajcami byli ci, którzy podjęli współprace z esbecją. Na szczęście większość działaczy było ludźmi honorowymi.

Internowanym żyło się lepiej od nas. Mieli własne towarzystwo oraz „więzienną ochronę”. Ja zostałam sama z dwójką dzieci, esbecja napadła na dom, zastraszała nas. – mówi Krystyna Śliwa. – Tego, co przeżyliśmy nie da się opowiedzieć. Im brakowało wolności, a nam poczucia bezpieczeństwa. Jednak jestem dumna z męża i szczęśliwa, że jego działalność została doceniona poprzez odznaczenie Krzyżem Wolności i Solidarności.

Internowanymi były osoby o określonych poglądach. Do końca wytrwały jednostki najbardziej niezłomne, zdeterminowane, honorowe. Byliśmy za kratami, ale w pewnym sensie wolni. Jednak nie do końca. Więzienie w Strzelcach Opolskich wspominam najgorzej. Były to trudne chwile. Później proponowano nam wyjazd z rodziną do Stanów Zjednoczonych jednak nie zgodziłem się. Chciano pozbyć się nas z kraju. Na wolność wypuszczono mnie dopiero 12 grudnia 1982r. Uwolniono ze mną 3 osoby. Wspominam to jako ciekawy okres w życiu. Wprawdzie był to rok wyrwany z życiorysu, ale przebywanie w środowisku szlachetnych ludzi, wzbogaca człowieka. Niczego nie żałuję.

Należy zaznaczyć, ze wszystkie dokumenty kopalnianej solidarności zostały zniszczone przez esbecję. Pozostały tylko dokumenty IPN-u i pamięć działaczy Solidarności. Z kopalni „Dębieńsko” internowanych zostało 12 osób. Była to wielka liczba jak na zakład pracy, w którym zatrudniano wówczas 6500 pracowników.

Po powrocie z więzienia od razu zawiązaliśmy na terenie Gminy Czerwionka-Leszczyny konspiracyjną trójkę. Współpracowała ze mną Barbara Wiatrak, która była przewodniczącą Solidarności lekarskiej i Zygmunt Maciejczyk, przewodniczący Solidarności Koksowni „Dębieńsko”. Nasza trójka pracowała w celu odnowienia Solidarności, która została w stanie wojennym rozbita. Działalność do 1989r. polegała na prowadzeniu akcji ulotkowych, spotkaniach, rozprowadzaniu literatury niepodległościowej. Odbieraliśmy ulotki w dwóch mieszkaniach konspiracyjnych, jedno znajdowało się w Knurowie – Czesława Sobierajskiego, który później został posłem. Drugie mieszkanie mieściło się w Rybniku Paruszowcu, jego właścicielem był Grzegorz Połeć przewodniczący Solidarności Huty Silesia w Rybniku. Obydwoje byli ze mną internowani. Za kolportaż i przewożenie ulotek groziło więzienie, a minimalną karą było przejęcie samochodu. Na terenie kopalni podjęliśmy się tej działalności w trójkę wraz z Herbertem Kaplonem i Eugeniuszem Stokłosą. W więzieniu też drukowaliśmy ulotki. Byliśmy uparci. Konsekwentnie odmawialiśmy współpracy z władzami komunistycznymi. Mieliśmy grono zaufanych ludzi. Chcę podkreślić, że dużą role pełniły w tym czasie kościoły z terenu naszej gminy.

Henryk Śliwa po powrocie z internowania kontynuował prace na kopalni. Został zdegradowany z funkcji kierownika robót górniczych do sztygara zmianowego. Na terenie kopalni w środowisku górniczym rozpoczął odbudowę Solidarności z byłymi oraz nowymi działaczami.

Jeśli chodzi o działaczy solidarności z 1980r., muszę z przykrością powiedzieć, że część z nich podpisała akty lojalności. Nie do końca starczyło im honoru i odwagi, żeby być niezłomnym. Dlatego skupiłem się na działaniach wspólnie z przywódcą strajku z 1980r., Edwardem Kubasem oraz ówczesną młodzieżą górniczą, która była pełna odwagi i zapału- Franciszkiem Barakomskim i Zbigniewem Bińczykiem. Miałem do nich pełne zaufanie. W moim mieszkaniu powołaliśmy komitet założycielski Solidarności. Spotykaliśmy się w grupie 12-osobowej. Na początku działaliśmy w podziemiu, zanim ogłosiliśmy to publicznie. Nasza działalność rozwijała się. Wspólnie zostaliśmy wybrani do Zarządu odnowionej Solidarności w 1989r.

Gdy powstała legalna Solidarność po wyborach w 1989r. na terenie kopalni powstała nowa Rada Pracownicza z przewodniczącym Marianem Wójcikiem, która ogłosiła konkurs na dyrektora kopalni. Konkurs wygrał Henryk Śliwa.

Pracowałem na kopalni jako dyrektor do 1993r., a później do roku 2000 byłem związany zawodowo z Gliwicką Spółką Węglową. – wspomina Henryk Śliwa. – Zostałem dyrektorem kopalni w okresie głębokiej restrukturyzacji. Górnictwo przeżywało kryzys. W Polsce był nadmiar wydobycia, a przemysł ciężki likwidowano. Nie było zapotrzebowania na węgiel, a co za tym idzie, na kopalnie. Dążyliśmy do uratowania maksymalnej liczby kopalń i dostosowania ich do gospodarki rynkowej. Większość udało się uratować, lecz nie wszystkie. Niestety nasza kopalnia nie podołała wyzwaniu rynkowemu i w 2000 roku została zlikwidowana. Nie wytrzymała ekonomicznie konkurencji. Była mała szansa na uratowanie kopalni. Miała zostać wydzielona jej zdrowa część, zmniejszona ilości załogi do 2400 osób, wydobycie do 4500 ton i stworzona spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Wtedy długi kopalni zostałyby po stronie Skarbu Państwa. Były już przygotowane dokumenty przez inżynierów z kopalni. Nowa kopalnia miała nazywać się „Ciosek”, ale ta idea została zbojkotowana przez związek Solidarność, który działał w całkowicie nowym składzie. Nie było w nim już poprzednich działaczy. Inne zakłady zgodziły się na przekształcenie w spółki i do dziś istnieją, np. kopalnie bytomskie. Należy jednak pamiętać, że wraz z zamknięciem kopalni „Dębieńsko” nikt pracy nie stracił. Górnicy zostali przeniesieni na pobliskie kopalnie.

Henryk Śliwa zamierza wydać książkę, w której zostaną opisane losy Solidarności Kopalni „Dębieńsko” z lat 1980-1990. W publikacji, na podstawie własnych doświadczeń, prywatnego archiwum oraz dokumentów IPN-u zostaną zawarte szczegółowo wszystkie informacje z tamtego okresu.

Monika Bobrzyk


 

 

 

 

 

 

Start | Wiadomości | Wydania archiwalne | Galerie | Katalog firm | Redakcja | Reklama | Współpraca | Kontakt
Liczba odsłon portalu: 3748097
studiotomcom.pl - projektowanie portali i stron www
Portal „Nasze Miasto”
jest redagowany przez Grupa RES sp. z o.o. ul. 3 Maja 1A; 44-230 Czerwionka - Leszczyny