Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji niektórych usług oraz zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Zaakceptuj pliki cookies na tej stronie
Bezpłatny Miesięcznik Nasze Miasto - Nasza Gmina - Nasz Powiat - Czerwionka-Leszczyny
Kontrast: Kontrast domyślny Kontrast czarno-biały Kontrast żółto-czarny Kontrast czarno-żółty
Czcionka:   Czcionka domyślna Czcionka średnia Czcionka duża
Nasze Miasto » Strona główna » Artykuły » Wspomnienia babci Heleny dotyczące rodziny Hanke...

Wspomnienia babci Heleny dotyczące rodziny Hanke...

Tagi: Styczeń 2015,
Dodano: 28 stycznia 2015

Zajmując się wyjaśnianiem ”tajemnic” starego leszczyńskiego cmentarza nawiązałem kontakt z wnuczką ostatniego zarządcy leszczyńskiego majątku Jana Hanke,  p. Sylwią Kabaj z Krakowa. Nasza korespondencja trwa już ponad rok. Pani Sylwia przysłała mi list, w którym opisała historię rodziny Hanke z podkreśleniem jej związku z Leszczynami. Z uwagi na bogactwo informacji w nim zawartych, za zgodą Autorki listu, przytaczam go w całości.

Szanowny Panie!

Jestem bardzo wzruszona pańską dociekliwą pracą i pasją dokumentowania rodzinnych stron, wydarzeń i osób z Leszczyn. Napisałam dla Pana osobiste wspomnienia oparte głównie na opowieściach mojej mamy. Wprawdzie wyjechałam z Leszczyn do Gliwic wraz z rodzicami w r. 1945, kiedy miałam niespełna 2 lata, zrozumiałe zatem, że niczego nie pamiętam. Jednak w następstwie opowiadań mojej mamy, która kochała Leszczyny i bardzo za nimi tęskniła, również mnie są one bliskie.

Jako dziecko i dorastająca panienka część wakacji spędzałam u mojej cioci Anny Czech, która wynajmowała mieszkanie w starych Leszczynach u państwa Tkoczów /p. Tkocz miała na imię Gertruda/. Na tym samym piętrze mieszkała pani Świniarska, nauczycielka w starej szkole. Pozostawałam pod jej niezwykłym urokiem dobrego i wyrozumiałego nauczyciela. Odszukałam ją nawet pod koniec jej życia w socjalnym mieszkaniu na ul. Reymonta w Gorlicach, ale miałam pecha, bo właśnie wyjechała do brata mieszkającego w Woli Łużańskiej.

Wracając do Leszczyn: skąd się wzięli Hankowie?

Kiedyś, jadąc do Głogówka od strony Koźla, napotkaliśmy dużą wieś Biedrzychowice. Mama powiedziała mi wtedy, że tu miał wielkie gospodarstwo brat jej dziadka. Rodzina z tamtej linii mieszkała w Kuźni Raciborskiej, lecz wyjechała do Niemiec w 81 roku. Niejasna jest sytuacja z ojcem mojego dziadka, Matuszem bądź Mateuszem. Z opowieści mojej mamy wynikało, że wyjechał on do Ameryki, a jego ziemię przejął graf Johann von Eicke i zaopie­kował się jego jedynym synem, czyli Janem, moim dziadkiem, który urodził się w Trawniku, w powiecie kozielskim. Zatroszczył się o jego wykształcenie, a następnie zatrudnił go jako zarządcę w jednym ze swoich majątków, mianowicie w Klisinie, tj. miejscowości leżącej pomiędzy Głogówkiem a Głubczycami. Tam dziadek poznał swoją pierwszą żonę, Marię Steuer, która była towarzyszką zabaw panienki w pałacu. Maria pochodziła z Urbanowic, wsi leżącej pomiędzy Głogówkiem, Racławicami Śląskimi i Głubczycami. Jako ciekawostkę podam, że Jan i Maria co roku jeździli do Gościęcina na odpust św. Brychcego, patrona kościoła. Swego czasu (w XIII wieku) osadzili się w tej okolicy koloniści - prawdopodobnie z Flandrii - i to oni mieli go za swego patrona. Nazwisko Hanke - dość rzadkie - ma być może coś wspólnego z owymi kolonistami.

Zanim Maria i Jan Hankowie przybyli do Leszczyn, dziadek zarządzał majątkiem w Bogdanowicach pod Głubczycami. Potem Johann von Eicke skierował go do Leszczyn, ażeby zarządzał majątkiem jego żony. Wpierw dziadkowie zamieszkali w Kamieniu, gdzie w 1912 roku urodził się mój wujek Artur Hanke. Nie wiem, w którym roku przenieśli się do Leszczyn, ale moja mama, Helena, najmłodsza z rodzeństwa, urodziła się 27 lipca 1914 roku już w leszczyńskim zamku. Podobnie mój braciszek Dieter urodził się w Leszczynach 12 paździer­nika 1942 gdzie zmarł po kilku miesiącach 24 grudnia tegoż roku. Ja urodziłam się dokładnie rok po jego śmierci 24 grudnia 1943 r.

 Po jakimś czasie dziadkowie przeprowadzili się do Nowego Dworu, gdyż zamek wymagał remontu. Moja babcia Maria Hanke została zapamiętana jako kochająca matka, kobieta niezwykle dobra, mądra, życzliwa dla ludzi zatrudnionych w majątku. Pomagała wielu z nich w ich trudnych sytuacjach. Urodziła siedmioro dzieci (dwoje zmarło w niemowlęctwie). Prowadziła dom w sposób gustowny i dbały, przestrzegała dobrych manier. Sama też zarządzała majątkiem pod nieobecność męża, powołanego do wojska podczas I wojny światowej. Zmarła nagle w młodym jeszcze wieku 42 lat, osierocając pięcioro dzieci: Annę, Henryka, Franciszka, Artura i Helenę, moją mamę, wówczas ośmioletnią dziewczynkę.

Wkrótce pojawiła się druga żona Jana, Emilia, również z domu Steuer, ale zbieżność nazwisk w przypadku obu żon dziadka jest zupełnie przypadkowa. We wspomnieniach mojej mamy jawi się ona jako prawdziwa macocha. Małżeństwo Jana z Emilią było postrzegane w środowisku i rodzinie jako mezalians. Jan i Emilia mieli jednego syna, Waltera, który po II wojnie światowej pozostał w Anglii i tam zmarł.

Mama wspominała często piękne obejście dworu w Nowym Dworze i póki żyła często tam jeździliśmy. Nie mogła się pogodzić z postępującą ruiną. Teraz jest kompletnie zniszczony.

Wracając do historii. Przed II wojną światową dziadek Jan z całą rodziną powrócił na zamek w Leszczynach, ponieważ z kolei tamten dwór był poddawany remontowi. Tu dziadek skutkiem pogryzienia przez psa zmarł we wrześniu 1938 roku. Niemal wszystkie dzieci z pierwszego małżeństwa dziadka miały już wtedy swoje rodziny. Jakiekolwiek roszczenia do spadku były przyjmowane przez wdowę Emilię histerycznie. Rodzina zrezygnowała zatem ze swoich praw.

Wybuchła II wojna. W Leszczynach była ona bardziej dotkliwa pod koniec, po wkro­czeniu wojsk radzieckich. Z opowieści mamy wiem, że ratowano nas od głodu. Rodzina Klucznioków przygarnęła mojego brata Ernesta, a mnie jako niemowlęciu przynoszono mleko w garnuszku od Suligów. Bardzo im wszystkim dziękuję.

Ja urodziłam się w Leszczynach w domu państwa Gnioździorzów, przy ul. ks. Pojdy, u których wynajmowały mieszkania 3 rodziny Hanke.

1. Moi rodzice Helena (z domu Hanke) z mężem Jerzym Bartschem, oraz ich dzieci Ernest i Sylwia (czyli ja).

2. Moja ciocia Anna (z domu Hanke), wdowa po powstańcu śląskim Urbanie Czech, z córką Heleną.

3. Mój wujek Artur Hanke z żoną Jadwigą (z domu Magiera) i córką Lidią (po mężu Jeszka – obecnie mieszkają w Leszczynach).

To nazwisko Hanke nie ma swojej kontynuacji po mieczu.

Moja sympatia do Leszczyn jest „genetyczna”. Wraz z moimi kuzynkami – Heleną i Li­dią troszczę się o groby na starym cmentarzu, w których są pochowani babcia Maria i dziadek Jan, jak również mój trzymiesięczny braciszek Dieter oraz Urban Czech. Choć ich nie znałam, zawsze są w mojej pamięci.

Jeszcze raz to powtórzę. Jestem pełna uznania i podziwu dla grupy osób, które zech­ciały zająć się starym cmentarzem w Leszczynach. Serdecznie im za to dziękuję. Pozdrawiam Was wszystkich życząc zdrowia; Panu zaś życzę sił i wytrwałości w upamiętnianiu naszej ro­dzinnej miejscowości.   

Szczęść Boże!

Sylwia Bartsch Kabaj.

W zamieszczonym liście pogrubiłem nazwiska osób z Leszczyn, które miały wpływ  na losy rodziny Hanke. Być może w pamięci rodzin wymienionych mieszkańców zachowały się wspomnienia o tej rodzinie lub jakieś  pamiątki np. zdjęcia. Może także na zdjęciu z leszczyńskich dożynek w roku 1937odnajdzie ktoś siebie lub swoich przodków czy znajomych? Będę wdzięczny Czytelnikom za jakiekolwiek informacje. Kontakt – tel. 501 948 975, e-mail kluczniokkrzysztof@gmail.com .

Krzysztof  Kluczniok

 

  

 

 

 

 

 

 

Start | Wiadomości | Wydania archiwalne | Galerie | Katalog firm | Redakcja | Reklama | Współpraca | Kontakt
Liczba odsłon portalu: 3450165
studiotomcom.pl - projektowanie portali i stron www
Portal „Nasze Miasto”
jest redagowany przez Grupa RES sp. z o.o. ul. 3 Maja 1A; 44-230 Czerwionka - Leszczyny