Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji niektórych usług oraz zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Zaakceptuj pliki cookies na tej stronie
Bezpłatny Miesięcznik Nasze Miasto - Nasza Gmina - Nasz Powiat - Czerwionka-Leszczyny
Kontrast: Kontrast domyślny Kontrast czarno-biały Kontrast żółto-czarny Kontrast czarno-żółty
Czcionka:   Czcionka domyślna Czcionka średnia Czcionka duża
Nasze Miasto » Strona główna » Artykuły » Jedni chcą góry przenosić. Jej wystarczy, że po nich biega. I to jak!!!

Jedni chcą góry przenosić. Jej wystarczy, że po nich biega. I to jak!!!

Tagi: Nasze Miasto,
Dodano: 19 października 2016

Niedawno informowaliśmy, że mieszkanka Stanowic Katarzyna Stabla ukończyła ultramaratoński Bieg 7 Dolin, rozgrywany w ramach Festiwalu Biegowego w Krynicy. Bieg ten rozgrywany jest na trasie Krynica Zdrój – Rytro – Piwniczna – Krynica Zdrój, a jego dystans wynosi 100km. Trasa biegnie jednak nie po drogach, ale górskimi szlakami Beskidu Sądeckiego. Pokonanie takiego dystansu zajęło Kasi 16h43min22sek. Dało jej 417 lokatę wśród 450 osób, które ukończyły ten morderczy bieg. Warto również dodać, że na jego starcie w sobotę 10 września o godz. 3:00 na krynickim deptaku stanęło 718 zawodników. I jeszcze jedna dość istotna informacja: Kasia jest pierwszą kobietą z terenu naszej gminy, która ukończyła ten bieg. Nasza bohaterka zgodziła się podzielić swoimi wrażeniami z tego biegu i nie tylko.


A.T.: Podobno niezłą, górską wycieczkę sobie zafundowałaś?
K.S.: Powiem tak. Bardzo lubię górskie eskapady, ale tego co było w Krynicy na pewno nie nazwałabym wycieczką i gdyby nie to, że kilka lat temu zaczęłam biegać, z pewnością  nie zdecydowałabym się na udział w takiej imprezie.
A.T.: Warto jednak było. Przeszłaś do historii naszej gminy jako pierwsza kobieta, która ukończyła ten bieg. Przynajmniej tej części gminy, która biega po okolicznych drogach.
K.S.: Szczerze mówiąc, o tym fakcie dowiedziałam się dopiero kilka dni po biegu. Tylko czy to jest takie ważne? W końcu znajdzie się następna kobieta, która tego dokona i może w lepszym czasie. Nie będę jednak ukrywała, że jest to bardzo miłe, że jestem pierwsza.
A.T.: Skąd pomysł na bieganie w górach?
K.S. Po prostu kocham góry. Tą miłością do gór częściowo zaraziły mnie koleżanki. Od jakiegoś czasu razem, od świtu do zmierzchu przemierza- my pasma górskie zdobywając Koronę Gór Polskich. Jak jest okazja to zabieramy rodziny by razem cieszyć się widokiem polskich gór. A ponieważ ja jakiś czas temu zaczęłam biegać, to dla mnie góry i bieganie to idealne połączenie. Poza tym, te wypady w góry z koleżankami, to dla mnie taka mała zaprawa przed biegami, bo innych, jakichś specjalistycznych treningów biegowych w górach nie robię.

A.T.: No właśnie. Jak zaczęła się twoja przygoda z bieganiem?
K.S.: Początek był trochę na wariackich papierach. Dałam się podpuścić koledze, który stwierdził, że bez przygotowania nie da się przebiec półmaratonu. No więc zapisałam się na Rybnicki Półmaraton Księżycowy. To był rok 2012. Czas nie był powalający: 2:24:38, ale najważniejsze, że ukończyłam. A że bolało? No cóż. Początki jak zawsze bywają trudne.
A.T.: Rozumiem, że po takim debiucie, postanowiłaś choć trochę potrenować.
K.S. Nie do końca tak było. Nie wiem czy dzisiaj bym biegała gdyby nie przypadek. Tak się złożyło, że na moje nazwisko na liście wyników z tego biegu natknęła się Ula Menżyk, która wtedy już była w Grupie Biegowej Luxtorpeda. Zadzwoniła do mnie i zaproponowała bym także została członkiem tej grupy. Dałam się namówić, no i zaczęły się wspólne (z Ulą, Dorotą, Asią potem dołączyła jeszcze Bożena) biegi po Stanowicach. I tak już zostało do dzisiaj.
A.T.: Jesteś żoną i matką dwojga dzieci. Pracujesz zawodowo jako pielęgniarka w szpitalu. Z tego co wiem, masz jeszcze dodatkowe zajęcie, w postaci opieki na ludźmi obłożnie chorymi. Jak to wszystko godzisz z bieganiem?
K.S.: Fakt, faktem, że te wszystkie obowiązki zawodowe i domowe wysysają niekiedy ze mnie całą energię. Jednak, gdy przebiegnę chociażby te kilka kilometrów jest mi od razu lepiej. Nawet gdyby to miało być o 5 rano. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy w to nie uwierzą, ale tak właśnie jest. I radzę im spróbować.
A.T.: Biegasz praktycznie wszystko, zarówno na asfalcie, w terenie jak i w górach. Gdzie czujesz się najlepiej?
K.S.: Oczywiście w górach.
A.T.: A z biegów ulicznych, który dystans lubisz najbardziej?
K.S.: Ten najdłuższy, czyli maraton. Zdecydowanie najwięcej endorfin na mecie.
A.T.: Jak przedstawiają się twoje rekordowe osiągnięcia na poszczególnych dystansach?
K.S.: 10km – 50min16sek, półmaraton – 1:51:27, maraton – 3:57:04.
A.T.: Twoja największa porażka biegowa?
K.S.: Chyba ubiegłoroczny maraton w Łodzi. Biegło mi się tam fantastycznie i z pewnością dzisiaj moja „życiówka” w maratonie byłaby zdecydowanie lepsza. Wszystkim machałam, z wszystkimi piątkę przybić chciałam, no i poszłam z falą, tylko że nie w tą stronę. Wstyd się przyznać, ale pomyliłam (nie jedyna zresztą) trasę. Zorientowałam się, że coś jest nie tak dopiero po przebiegnięciu linii mety w łódzkiej Arenie. Po chwili jednak wróciłam na trasę, „dokręciłam” brakujące kilometry, ale „życiówkę” szlak trafił. Jakieś plusy jednak były – dwa razy fanfary na mecie i dwa medale. No i nauczka na przyszłość, że trasy trzeba pilnować. Nawet w biegach ulicznych.

A.T.: A jest jakiś bieg, który uważasz za swój największy sukces, lub wspominasz szczególnie ciepło?
K.S.: Trudno dokonać takiego wyboru, bo każdy bieg ma swój urok. Ja do biegów podchodzę na luzie, nie przeliczam i nie kalkuluję. Zawsze liczy się frajda z biegu i ekipa, z którą startujesz. Najmilej wspominam te biegi, które kojarzą mi się z konkretnymi osobami, które mi towarzyszyły. Na pewno ciepło wspominam wszystkie biegi górskie i biegi ultra, również dlatego, że uroki przyrody są bezcenne. Największy sukces? Jeżeli już miałabym wskazać taki bieg to chyba wskazałabym ultramaraton w Wejherowie. Może dlatego, że był to mój debiut na tak długim dystansie.
A.T.: Przebiegłaś do tej pory cztery ultramaratony, w kolejności: Wejherowo (80km), Bieg Rzeźnika (84km), Ustroński Bieg Dookoła Doliny Wisły (66km) i Bieg 7 Dolin (100km). Który z nich oceniasz jako najtrudniejszy?
K.S.: Trudno to jednoznacznie ocenić, bo każdy z tych biegów jest jedyny w swoim rodzaju. Wejherowo przebiegłam w towarzystwie nowo poznanych dziewczyn. Na „Rzeźniku” i w Ustroniu miałam ciebie u boku. Natomiast w Krynicy musiałam się prosić o pogaduszki, a nie każdy miał na nie ochotę. Powiem więcej, z niektórych twarzy przebijał Bogusław Linda i jego tekst z „Psów” czyli „nie chce mi się z tobą gadać”. Trudno jednak było mieć do nich pretensje. Na pewno najłatwiejszym z tych biegów było Wejherowo, idealny bieg dla chcących rozpocząć swoją przygodę z ultra. A najtrudniejszy? Chyba jednak mimo wszystko „Bieg Rzeźnika” w Bieszczadach.
A.T.: We wrześniu miałaś taki oto kalendarz startów: 10 biegłaś 100km, 18 półmaraton górski w Kościelisku i wreszcie 25 maraton w Warszawie. Innymi słowy w przeciągu dwóch tygodni przebiegłaś łącznie blisko 165km w zawodach. Czy nie uważasz, że to zbyt wiele jak na tak krótki okres czasu?
K.S.: Czuję się świetnie, więc chyba nie. Jeżeli biega się dla przyjemności, a nie dla wyniku, to chyba samo zdrowie. A specjaliści niech sobie gadają, w końcu każdy człowiek jest inny. Widocznie u mnie endorfiny zastępują kolagen w kolanach, ale o tym przekonam się chyba po latach (śmiech).
A.T.: Wróćmy jeszcze na moment do Krynicy. Czy wiesz, że złośliwi ( nie dla ciebie oczywiście) twierdzą, że było tam jak w „Seksmisji” J.Machulskiego?
K.s.: ???
A.T.: Pobiłaś mężczyzn z Luxtorpedy czyli Krzyśka Głombika i mnie.
K.S.: (śmiech) Ktoś, kto rozsiewa takie informacje, jest w błędzie i chce nas chyba ze sobą poróżnić. Uroczyście oświadczam, że w Krynicy nikogo nie pobiłam! A już tak całkiem poważnie. Bardzo się cieszę, że dałam rady pokonać ten dystans, z drugiej jednak strony jest mi smutno, że wam się nie udało. Wierzę jednak, że następnym razem też dotrzecie z powrotem na krynicki deptak.
A.T.: Nie miałaś chwil zwątpienia na trasie?
K.S.: Jeżeli pytasz, czy przemknęła mi przez głowę myśl o wycofaniu się to odpowiem, że zdecydowanie nie. Natomiast były chwile zwątpienia czy zmieszczę się w limitach czasowych na poszczególnych punktach. Szczególnie blisko dyskwalifikacji byłam na ostatnim przed metą punkcie kontrolnym na Bacówce nad Wierchomlą czyli na 88km. Wystarczyło, że bym na tym punkcie zameldowała się 4min.15sek. później, a byłabym zdyskwalifikowana.
A.T.: Najtrudniejszy dla ciebie fragment trasy w Krynicy?
K.S.: Przeglądając moje czasy na poszczególnych odcinkach można by dojść do wniosku, że największe problemy miałam na odcinku pomiędzy Piwniczną (66km) a Wierchomlą (77km), bo tam miałam najsłabsze tempo. Było to jednak spowodowane głównie tym, że ten fragment trasy przebiegał prawie całkowicie po odkrytym terenie, a w tym dniu panował niemiłosierny upał dochodzący w słońcu do 40 stopni. Mnie jednak najbardziej dały się we znaki ostatnie cztery kilometry przed Bacówką nad Wierchomlą (88km). Trasa na tym odcinku była niemal płaska, ale praktycznie nikt tam nie biegł. Starałam się sobie pomóc używając kijków. Machałam nimi jak głupia, a czas upływał nieubłaganie. Nie będę ukrywać, że na tych czterech kilometrach padło z moich ust wiele ciężkich przekleństw.
A.T.: A wrażenia z samej końcówki biegu?
K.S.: Same pozytywne. Pierwsze miłe zaskoczenie, to twoja obecność na wylocie z lasu i to, że przebiegłeś ze mną te kilkaset metrów do deptaku. A na samym deptaku atmosfera nie do opisania. Te tłumy ludzi,  nierzadko biegaczy, którzy przed chwilą skończyli bieg. To trzeba po prostu przeżyć. No a na mecie tradycyjnie medal i całkiem niespodziewanie róża od Doroty. Dziękuję wam też serdecznie za profesjonalną opiekę po biegu.
A.T.: Do końca roku pozostały jeszcze trzy miesiące. Masz jeszcze w planie jakieś starty?
K.S.: W zasadzie już tylko dwa. W październiku górski półmaraton w Rabce, którym będziemy zamykać cykl biegów pod nazwą „Perły Małopolski”. Składa się na niego 5 imprez w pięciu różnych miejscach Małopolski. No i w listopadzie Górska Przygoda w Wiśle. Ten bieg rozgrywany jest na dystansie 17km.
A.T.: A w roku przyszłym?
K.S.: Na pewno dwa maratony: jeden w Krakowie w kwietniu, a drugi we wrześniu we Wrocławiu. Jeżeli je ukończę zdobędę Koronę Maratonów Polskich. Reszta jest jedną wielką niewiadomą, choć z pewnością jakieś ciekawe biegi na pewno się znajdą. Jestem otwarta na wszelkie propozycje koleżanek i kolegów z Grupy Biegowej „Lux- torpeda”. A o jakieś ultra ty z pewnością się zatroszczysz.
A.T.: Na koniec jeszcze jedna sprawa. Przeglądając twoje zdjęcia z zawodów trudno znaleźć inne, niż takie jak te obok. Konkretnie chodzi mi o ten „księżyc w pełni”, który nie schodzi z twojej twarzy. Ktoś kto je ogląda musi dojść do przekonania, że to bieganie to zajęcie lekkie, łatwe i przyjemne, jednym słowem fajna sprawa.

K.S.: No bo bieganie to rzeczywiście fajna sprawa. Może nie zawsze jest lekkie i łatwe, ale na pewno przyjemne. W końcu jedno nie wyklucza drugiego. Przynajmniej w przypadku biegania. Nic tylko spróbować.
A.T.: Łatwo powiedzieć, tylko jak to zrobić
K.S.: Po prostu założyć strój sportowy, buty i pobiec. Zapraszam również do naszego Stowarzyszenia Grupa Biegowa „Luxtorpeda” Czerwionka, które działa na terenie naszej gminy. W naszych szeregach są ludzie w różnym wieku i o różnym stopniu zaawansowania biegowego, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Nie od dziś wiadomo, że w grupie siła. I nie chodzi już o same treningi, bo nie każdy lubi bieganie w grupie. Ale już wyjazdy na zawody w liczniejszej grupie to czysta przyjemność. O naszej grupie wszyscy mogą dowiedzieć się więcej na stronie gbluxtorpeda.org jak i na naszym profilu na Facebooku. W naszym stowarzyszeniu znajdą coś dla siebie również najmłodsi, gdyż działa u nas sekcja młodzieżowa pod nazwą Młoda Luxtorpeda. W jej ramach najmłodsi mają okazję do ćwiczenia pod okiem instruktora. Natomiast tych, którzy już zaczęli się ruszać, a nie zasmakowali jeszcze udziału w zawodach zapraszam na naszą sztandarową imprezę czyli „Bieg po Moczkę i Makówki”. W tym roku odbędzie się jubileuszowa, piąta edycja tego biegu. Jak zawsze bieg odbędzie się w Stanowicach, tym razem 17 grudnia o godz. 12:00. Zapisy ruszają 1 listopada.
A.T.: Dziękuję ci bardzo za rozmowę. Naszła mnie taka oto refleksja, że równie dobrze ten wywiad mógł być przeprowadzony na trasie w Krynicy. No ale to już nie twoja wina.

Rozmawiał: Andrzej Toman


 

 

 

 

 

 

Start | Wiadomości | Wydania archiwalne | Galerie | Katalog firm | Redakcja | Reklama | Współpraca | Kontakt
Liczba odsłon portalu: 3239392
studiotomcom.pl - projektowanie portali i stron www
Portal „Nasze Miasto”
jest redagowany przez Grupa RES sp. z o.o. ul. 3 Maja 1A; 44-230 Czerwionka - Leszczyny